Przypomniało mi się coś, to Wam opowiem, bo śmieszne:

Jak byłam smarkula to jak każda typowa baba chciałam w przyszłości zostać... pilotem odrzutowców. (Tu przypominam że nazwa „odrzutowiec” pochodzi od tego że pierwsze odrzutowce latały na Podhalu i odrzucało owce na kilometr, stad nazwa „odrzut-owiec” 😉).

No ale jako rezolutna i optymistyczna baba oraz jako największy fan F-16 stwierdziłam, że w postkomunistycznej Polsce to się mogę co najwyżej jakaś Iskrą rozbić w lesie, bo prędzej latające świnie w życiu zobaczę jak amerykańskiego „odrzut-owca”. I tak oto wybrałam zdrowy rozsądek, miast nierealne marzenia i ominęła mnie szkoła lotnicza w Dębinie, czy gdzie ona tam jest.

Po czym Polska zakupiła serię F-16-tek...

😂😂😂

Ale to nie koniec!

Choć było ciężko, jakoś się z tą myślą, że „zjebałam” pogodziłam. Sporo pomogło myślenie, że oto nie tylko mym marzeniem jest kręcić podniebne beczki w F-16. Moim marzeniem to jest zestrzelić jakiegoś Ruska na wojnie...

I wiecie co sobie tak dzisiaj myśle?

K... japier...

🤣🤣🤣

No ale dobra, jaki jest morał z tej głupiej historii? Po co Wam to wszystko mówię?

Ano morał jest kolejny raz taki, żeby nigdy nie odrzucać marzeń. Jakie by nie były nierealne i nie z tego świata.

Odrzucać należy tylko i wyłącznie owce.

———

PS. To taki czarny humor na te czarne czasy, śmieszne bo prawdziwe, śmieszne bo ironiczne, śmieszne bo absurdalne. Serio jak byłam smarkula to chciałam być pilotem. Ale ostatecznie chyba się jednak cieszę, że niektóre głupie marzenia się nie spełniają 😄.

Niebawem kolejny PalmoLAJW, gdzie przeanalizujemy tę dziadosko propagandę z co najmniej 2 stron i podumamy czy głupsi są kowidianie co wierzyli w pandemie i złego wajrusa i sami ja wykreowali, czy jednak wojanie, co dziś wierzą w wojnę i złego Putina i sami sobie kreują kolejny raz piekło.