Nasze dzieci dorosły właśnie do wieku, w którym potrafią śledzić akcje książek, których czytanie i mnie sprawia frajdę. Najlepszymi książkami wydają mi się te wszystkie, opisujące "chłopakowe przygody". Stare książki, gdzie bohaterem staje się człowiek. Odważny, mądry, inteligentny, umiejętny w relacjach z innymi itp. Dużo błota, dużo krzaków, brudu, śmiechu i ważnych choć dziecięcych spraw. Skupienie, wytrwałość, pewna doza dyscypliny. Dobroć zwykła, ludzka. Zwycięstwo sprawiedliwości, uczciwości, dobroci.

O miłośnikach przyrody, Maria Rodziewiczówna, "Lato leśnych ludzi", 1920:

"Gdy wychodzą wieczorem dzienniki z ostatnimi depeszami wojny, skandalicznego procesu, sensacyjnego mordu, a ktoś nie bierze do rąk gazety, ale przypatruje się z uśmiechem sadowieniu się wróbli na nocleg, z rodu leśnego jest". [tłum. na 2020: Gdy wychodzą 24h na dobę informacje z ostatnimi depeszami wojny, skandalicznego procesu, sensacyjnego mordu, a ktoś nie włącza tiwi i nie bierze do rąk smartfona, ale przypatruje się z uśmiechem sadowieniu się wróbli na nocleg, z rodu leśnego jest].

I dalej, już w trakcie przygód trzech mężczyzn, którzy lato spędzali w lesie, żyjąc w bliskości z naturą:

"- Zapomniałem zapisać na kartce, żeby zabrał gazety! - syknął Żuraw.

- Nie troskaj się! I tak nie zabierze! Kto by i kiedy tu czytał! Bardzo nam potrzebne wiadomości o rewolucji w Meksyku, o zamieszaniu na Bałkanach, o kursie pieniędzy lub o trzęsieniu ziemi w Kalabrii. Daleko ciekawsze, czy nasze pszczoły wychowają matkę z tego czerwiu, cośmy im dali; czy dudek zajmie skrzynkę, czy wyszły z wody kładki do Odrowąża i czy znajdę gniazdo bąka lub remiza, a chociażby czarnego bociana, bo nam tego brak do kolekcji. Wiesz, popłyńmy pod tę olchę - może się sum trafi!"

Polecam ten styl życia, to przykładanie wag do spraw dużych, wiecznych, prawdziwych - drzew, lasów, ptaków, słońca, ziemi.